Są śluby, które pamięta się nie dlatego, że wydarzyło się podczas nich coś spektakularnego. Zostają w głowie przez atmosferę, ludzi i emocje, które towarzyszą każdej wspólnie przeżytej chwili.
Tak właśnie wspominam ślub Basi i Mateusza, który odbył się w Pałacu Czosnowskich. To był dzień pełen spokoju, uśmiechów i szczęścia, które nie potrzebowało wielkich słów, żeby było widoczne.
Dużo mówi się o szczęściu. Ale kiedy patrzyłem na Basię i Mateusza, miałem wrażenie, że nie trzeba było o nim opowiadać.
Było obecne w spojrzeniach, uśmiechach i drobnych gestach. W sposobie, w jaki na siebie patrzyli i jak przeżywali każdą kolejną chwilę tego dnia.
To właśnie takie emocje najbardziej lubimy zatrzymywać na filmie. Są ponadczasowe i po latach wracają z taką samą siłą.
Cały dzień – od przygotowań, przez ceremonię, aż po przyjęcie – odbywał się na terenie Pałacu Czosnowskich. To zawsze daje Parze Młodej większy spokój i pozwala celebrować dzień bez niepotrzebnego pośpiechu.
Basia i Mateusz zdecydowali się na ceremonię urzędową. Choć miała oficjalny charakter, znalazło się w niej miejsce na coś bardzo osobistego.
Po złożeniu ustawowej przysięgi powiedzieli do siebie jeszcze kilka własnych słów. Nie były długie ani przygotowane z myślą o publiczności. Były po prostu szczere i skierowane wyłącznie do siebie.
Lubię takie momenty, bo przypominają, że nawet podczas ceremonii cywilnej można stworzyć przestrzeń na własną historię i własne emocje.
Przyjęcie weselne poprowadził duet Gramy w Tonie, jednak w tej historii to nie przebieg imprezy był dla mnie najważniejszy.
Podczas montażu od początku chciałem skupić się na emocjach Basi i Mateusza. Na spojrzeniach, uśmiechach i drobnych gestach, które pojawiały się między nimi przez cały dzień.
Nie każdy film ślubny musi opowiadać o wszystkich wydarzeniach. Czasami znacznie ciekawsze jest pokazanie atmosfery i uczuć, które towarzyszyły Parze Młodej.
Ta realizacja ma swoje własne tempo. Nie wynika ono z liczby atrakcji czy dynamicznych wydarzeń, ale z emocji, które prowadzą widza od pierwszego do ostatniego kadru.
Po latach najczęściej nie pamiętamy każdego szczegółu dnia ślubu. Pamiętamy natomiast to, jak się wtedy czuliśmy.
Dlatego podczas montażu zawsze szukam właśnie takich momentów. Nie tylko pięknych obrazów, ale przede wszystkim prawdziwych emocji, które pozwalają wrócić do tego dnia dokładnie takim, jakim był.
Film Basi i Mateusza jest właśnie o tym.
O szczęściu, które widać bardziej w spojrzeniach niż w słowach. O drobnych gestach, które mają ogromne znaczenie. I o tym, że najpiękniejsze historie często nie potrzebują rozbudowanego scenariusza.
Twórcy tego dnia
Wasz dzień.
Wasze emocje.
Wasza historia.